October 17, 2018

Rosegal Halloween Wishlist PL|EN

Rosegal Halloween Wishlist PL|EN
*Scroll down to read in English*
Hej, hej, hej!
Wiecie, co mnie zaskakuję, gdy wchodzę do centrum handlowego? Choinki, wystawy świąteczne, nowe kolekcje nawiązujące do świąt Bożego Narodzenia i choć ten czas jest moim ulubionym w roku, to przecież mamy połowę października! Czasami mam wrażenie, że takie wczesne obnoszenie się tym wszystkim sprawia, że ta magia świąt gdzieś zanika, a my najnormalniej w świecie czujemy się tym przytłoczeni.
A najzabawniejsze jest to, że przecież przed nami jeszcze halloween! Dzień, który tutaj w Anglii jest obchodzony dość hucznie. Pisałam o tym dwa lata temu w poście 'Halloween in UK'. Wiem, jak wielu w Polsce jest przeciwników tego święta, o czym przekonałam się już nie raz, słysząc, iż jest to święto amerykańskie i nie chcemy tego wprowadzać w naszym kraju. Zdanie wszystkich ludzi szanuję, ale wiecie, że tak naprawdę wywodzi się ono z Europy północnej, a właściwie Irlandii?
Nie jest to jednak najważniejsze. Ja osobiście zarówno dwa lata temu, jak i w poprzednim roku świetnie się bawiłam trzydziestego pierwszego października i z tego co wiem, za dwa tygodnie czeka mnie powtórka, bowiem nawet do pracy przyjść powinnam przebrana. Jeszcze niedawno nie miałam na ten dzień żadnego pomysłu, na szczęście z pomocą przyszedł mi sklep internetowy Rosegal, który w swojej ofercie aktualnie ma wyprzedaż halloween'ową! Niektóre z produktów przecenione są aż do 30%, co daje nam możliwość zaoszczędzenia nawet do $20 na jednej rzeczy.
Przeglądając ich ofertę, zastanawiałam się, czy wolałabym być kobietą nietoperzem czy czarownicą i tym razem wybrałam to drugie, bowiem skoro już mam się przebierać, to chciałabym mieć na sobie jak najwięcej dodatków, a ta opcja daje mi nieco większe pole do popisu
Sukienki uwielbiam, dlatego nie może się obejść bez tego. Rosegal ma ich dość duży wybór w różne wzory, ja wybrałam tę sukienkę (nr. 1) ze względu na jej kolorystykę. Fiolet i czerwień są zdecydowanie moimi kolorami. Dodatkowo sięga ona do kolan, więc nie jest za długa, bowiem za takimi nie przepadam. Dekolt w literkę V pozwala mi na założenie naszyjnika, a raczej chokera, (nr.2) który również znalazłam w tym sklepie internetowym. Wybrać mogłam spośród kolorów: czarnego, czerwonego oraz białego i ostatecznie wybrałam ten drugi. Czarny wydaje się być zbyt nudny, biały natomiast nie pasuje do całości, czerwień będzie więc idealna! Czarna bransoletka z pierścionkiem  (nr.3) może dodać nieco delikatności dłoniom, na czym naprawdę mi zależy. Myślę, że mogłabym jej użyć do innych kreacji, nie tylko na halloween, a to jest zdecydowany plus! Wszystko dopełniać będzie szminka w kolorze ciemnego fioletu (nr4) łącząc się tym samym z kolorem sukienki. Na co dzień stawiam na szminki w kolorze brązu i nude, ale skoro już mam szaleć, to dlaczego nie wybrać czegoś zupełnie innego? W ofercie znaleźć możemy również znaleźć kolor niebieski, złoty oraz różowy, więc każdy wybierze coś dla siebie. Szminka ma formułę kremową, a dodatkowo jest wodoodporna, mam więc nadzieję, że nie zniknie, gdy w klubie będę popijała kolejnego drinka!
Czy Wy w tym roku zamierzacie obchodzić to święto, bawić się na szkolnej dyskotece, w klubie albo brać udział w konkursie na najlepsze przebranie? Jeśli tak, jaki jest Wasz plan na ten wieczór? Wiedźma, zombie, wampirzyca, a być może coś jeszcze innego?! Dzielcie się swoimi pomysłami!
A ode mnie łapcie kod zniżkowy na zakupy w Rosegal: RGNancy ( 12% zniżki do Twojego zamówienia!)
_____________________
Hey, hey, hey!
Do you know what surprises me the most when I enter the shopping center? Christmas trees, Christmas exhibitions, new collections referring to Christmas, and although this time is my favourite time of the year, it's half of October! Sometimes I have the impression that such an early flaunting of all this makes the magic of Christmas disappear, somewhere and we just normally feel overwhelmed.
And the funniest thing is that we still have halloween! A day that is celebrated here in England quite loudly. I wrote about it two years ago in the post 'Halloween in UK'. I know how many opponents of this day are in Poland, which I have seen more than once, hearing that this is an American holiday and we do not want to introduce it in our country. I respect all people's opinions, but did you know that it really comes from northern Europe, especially Ireland?
However, this is not the most important thing. Personally, both two years ago and last year I had a great time on October 31, and from what I know in two weeks I will do exactly this same, because even to work, I should come dressed up. Until recently, I did not have any ideas for this day, fortunately I was helped by the Rosegal online store, which currently has a Rosegal Halloween saleNew product 30% off+ turntable draw coupon, the highest can get $20 off (full minus). Checking their offer, I was wondering if I would prefer to be a female bat or a witch and this time I chose the second one, because now if I  have to dress, I would like to have as many accessories as possible, and this option gives me a bit more possibility to show off
I love dresses, that's why I can't imagine my costume without it. Rosegal has a fairly large selection of then in various designs, I chose this dress (nr.1) because of its colors. Purple and red are definitely my colors. In addition, it reaches the knee, so it is not too long, because I do not like it so much. V-neckline allows me to put on a necklace, or rather a choker (nr.2) which I also found in this online store. I could choose from the following colors: black, red and white and finally I chose the second one. Black seems to be too boring, while white does not fit at all, so the red will be perfect! A black bracelet with a ring (nr.3) can add a bit of gentleness to my hands, which I really care about. I think I could use it for other creations, not only for Halloween, and that is a definite plus! Everything will be complemented by a dark purple lipstick (nr.4), thus combining the color of the dress. Every day I put on lipstick in brown and nude, but if I'm going crazy, why not choose something completely different? In the offer we can also find blue, gold and pink, so everyone will choose something for themselves. Lipstick has a cream formula, and is also waterproof, so I hope it will not disappear when I drink another drink at the club!
Are you going to celebrate Halloween this year, have fun at the school disco, at the club or take part in the best costume contest? If so, what is your plan for this evening? Witch, zombie, vampire or maybe something else ?! Share your ideas with me!
And here you have got a coupon code from me: RGNancy (12% off your purchase!)

August 16, 2018

Lily Lolo Mineral Cosmetics PL|EN

Lily Lolo Mineral Cosmetics PL|EN
*Scroll down to read in English*

Kosmetyki mineralne robią na polskim rynku ostatnio niemałą furorę. Niecałe dwa miesiące temu odebrałam paczkę, w której znajdowały się kosmetyki firmy Lily Lolo, które dostałam w związku ze współpracą z Costasy. Ostatnie kilka tygodni testowałam je i muszę przyznać, że chyba się w nich zakochałam. Zawartość paczuszki była dość bogata. Początkowo nie byłam pewna, jak produkty sprawdzą się na mojej skórze, bowiem wyczytałam kiedyś, iż minerały nie są dla osób ze suchą skórą. Czy moje obawy się potwierdziły? Zaraz się dowiecie. 
Sama marka jest raczej dość dobrą i szanowaną. Kosmetyki nie są testowane na zwierzętach, a dodatkowo chronią przed słońcem, nie zawierają sztucznych barwników ani drażniących substancji chemicznych
________________________
Mineral cosmetics have recently made quite a sensation on the Polish market. Less than two months ago I picked up a package that contained Lily Lolo cosmetics, which I got with cooperation with Costasy store. Last few weeks I was testing them and I must admit that I fell in love with them. The content of the package was quite rich. Initially, I was not sure how the products will work on my skin, because I once read that minerals are not for people with dry skin. Have my fears been confirmed? You'll find out soon.
The brand itself is rather good and respected. Cosmetics are not tested on animals, they also protect from the sun, do not contain artificial colors or irritating chemicals.
Swój makijaż kosmetykami mineralnymi zaczynam od kremu BB, który świetnie nawilża moją skórę. Został mi on polecony przez koordynatorkę, gdy dowiedziała się o tym, iż moja cera ma skłonności do przesuszania. Krem jest w moim przypadku świetną bazą pod podkład, jednakże równie dobrze możemy używać go jako sam podkład, bowiem ma średnie krycie i rozświetla twarz, a dodatkowo dość dobrze wyrównuje koloryt skóry! Dzięki niemu, mój makijaż utrzymuje się o wiele dłużej na twarzy. Problem suchych skórek na nosie wydaje się być niewidoczny przy tym kremie, co cieszy mnie niezmiernie, bo ich nienawidzę. Bardzo dużym plusem jest jego poręczne opakowanie z pompką, dzięki której nie wylewamy zbyt dużej jego ilości i nie marnujemy go. Niestety, ma dość gęstą konsystencję, przez co trudno się rozprowadza, jednak jak wiadomo - dla chcącego nic trudnego. Ma specyficzny zapach, który niektórzy ludzie kochają, dla mnie osobiście jest on jego największym minusem, zdecydowanie nie jestem jego fanką. 
______________________________
I start my make-up with mineral cosmetics from BB cream, which moisturizes my skin. It was recommended to me by the coordinator when she learned that my complexion was prone to drying. In my case, the cream is a great primer, but we may as well use it as the foundation, because it has medium coverage and brightens the face, and also quite well evens out the skin tone! Thanks to it, my make-up stays on the face much longer. The problem of dry skin on the nose seems to be invisible with this cream, which I enjoy immensely because I obviously hate it. A very big plus is its handy packaging with a pump, thanks to which we do not pour too much of it and we do not waste it. Unfortunately, it has a fairly thick consistency, which makes it difficult to spread, but as you know - for those who want nothing is difficult. It has a specific smell that some people love, for me personally it is his biggest downside, I'm definitely not its fan.
O podkładach mineralnych słyszałam bardzo dużo dobrego, jednakże przez długi czas nie mogłam się przekonać do ich sypkiej formy. Nie miałam pojęcia, jak powinno to współgrać z jakimkolwiek innym kosmetykiem. Ostatecznie jestem nim zachwycona, chociaż muszę przyznać, że irytuję się, gdy przy nakładaniu osypuje się on na moje czarne spodnie czy podłogę. Odcień podkładu Lily Lolo, Candy Cane, został również zaproponowany przez koordynatorkę, która przed wysłaniem produktów, poprosiła mnie o dokładny opis mojej skóry, karnacji, itp. Muszę przyznać, że kolor mógłby być nieco jaśniejszy, ale ostatecznie przy dokładnym rozprowadzeniu produktu, świetnie się on wtapia w skórę. Nie ma mowy więc, bym użyła go w pośpiechu, bowiem dla idealnego efektu, muszę poświęcić nieco więcej czasu. Moja skóra jednakże wygląda niezwykle zdrowo i gładko, co zostało zauważone nie tylko przeze mnie. Na szczęście, kosmetyk ten jest bezzapachowy i ma lekką, przylepną formułę oraz dość dobrze kryje. Uwielbiam używać go do pełnego makijażu na wyjścia na imprezy oraz do pracy, gdzie muszę mieć spięte włosy, czego nienawidzę. 
Wraz z kosmetykami dostałam szczegółową instrukcję, jak ich używać. Bardzo mnie to cieszy, bowiem prawdopodobnie nie wpadłabym na to, by pędzlem stemplować swoją skórę, co zalecane jest dla osób ze suchą skórą. Do podkładu dodatkowo dołączony został pędzel Super Kabuki, który świetnie współgra z tym produktem. Jest puszysty i delikatny, a jego włosie nie wypada. Jest dość poręczny, jednak trochę zbyt duży i trudno sobie nim poradzić w okolicach oczu.  
____________________________-
I have heard a lot of good about mineral foundations, but for a long time I could not convience myself to its loose form. I had no idea how it should work with any other cosmetic. Ultimately, I am delighted with it, although I must admit that I am irritated when it falls on my black pants or floor when applying. The shade of the Lily Lolo foundation, Candy Cane, was also offered by the coordinator who, before sending the products, asked me for an exact description of my skin, complexion, etc. I must admit that the color could be a little brighter, but ultimately with the exact distribution of the product, it blends perfectly into the skin. There is no way, therefore, to use it in a hurry, because for the perfect effect, I have to spend a bit more time. My skin, however, looks extremely healthy and smooth, which was noticed not only by me. Fortunately, this cosmetic is odorless and has a light, adhesive formula and is quite concealing. I love to use it for a full make-up for going out to parties and for work, where I have to have my hair tied up, which I hate.
Along with cosmetics, I got detailed instructions on how to use them. I am very happy because I probably would not think about stamping my skin with a brush, which is recommended for people with dry skin. The foundation was also accompanied by the Super Kabuki brush, which perfectly harmonizes with this product. It is fluffy and delicate, and its hair does not fall out. It is quite handy, but a bit too big and it is difficult to handle it around the eyes.
Jeśli jesteście już ze mną długo, wiecie, jak bardzo nie lubię swoich zaróżowionych policzków. Zdecydowanie są one moją największą zmorą. Ludzie uważają je za piękne, słodkie, cudowne, a dla mnie to zupełne przeciwieństwo tego wszystkiego. Wielkim problemem jest dla mnie znalezienie czegoś, co je perfekcyjnie zakryje. Krem CC od Bourjois daje sobie w miarę radę, ale to jednak nie to. Puder od NYXa sprawia, że jestem cała zielona. I wtedy na scenie pojawia się korektor Pistachio od Lily Lolo, który całkowicie ratuje mnie z opresji! Nakładam go zazwyczaj przed korektorem pod oczy i podkładem. W tym momencie jest nieodłącznym punktem mojego makijażu. Rzecz, którą pokochałam całym swoim sercem. Oprócz tego, że moje policzki pozbywają się zaróżowień niemalże w pełni, a ja jestem szczęśliwa, to jego kremowa formuła zapewnia niezwykle łatwą aplikację, korektor nie obciąża ani nie podrażnia skóry, a dodatkowo nie sprawia, że wyglądam jak zielone jabłko. Jest moim ulubieńcem.
_______________________
If you're with me for a long time, you know how much I do not like my rosy cheeks. They are definitely my biggest nightmare. People consider them beautiful, sweet, wonderful, and for me it's the opposite of all this. It's a big problem for me to find something that will cover them perfectly. CC Cream from Bourjois is doing pretty good, but that's not it. Powder from NYX makes me green. And then the concealer Pistachio from Lily Lolo appears on stage, which completely saves me from oppression! I usually put it beforethe concealer under the eyes and foundation. At this point, it is an inseparable point of my make-up. The thing that I loved with all my heart. In addition to the fact that my cheeks get rid of almost fully pink, and I'm happy, its creamy formula provides an extremely easy application, the concealer does not burden or irritate the skin, and in addition does not make me look like a green apple. It is my favorite.
Bronzery uwielbiam. Lubię z nimi przesadzać i eksperymentować. Dlatego nie mogłam sobie odmówić zamówienia bronzera prasowanego Lily Lolo. Gdy pierwszy raz go zobaczyłam, odcień, który wybrałam - Miami Beach - wydał mi się być zbyt ciemny, jednakże po zaaplikowaniu go na twarz okazało się, że jest piękny. Ma cudowny satynowy połysk, nie błyszczy się, ale również nie jest matowy - te dwie rzeczy spotykają się po środku, dzięki czemu efekt jest naturalny, a dodatkowo na moich policzkach nie ma żadnych plam. Jeszcze niedawno stawiałam na te błyszczące i nadal mam ich kilka w swojej szufladzie, jednak teraz odłożyłam je na bok i używam tylko Miami Beach. Nie ma znaczenia, czy robię cały makijaż kosmetykami mineralnymi czy płynnymi, ponieważ współgra świetnie ze wszystkim. Efekt jest długotrwały, a lekko mokra konsystencja, bez żadnych drobinek, ułatwia jego aplikację. Jak dla mnie produkt ten jest również bez wad. 
__________________________________
I love bronzers. I like to overdo and experiment with them. That's why I could not refuse to order a pressed bronzer Lily Lolo. When I first saw him, the shade I chose - Miami Beach - at the beginning it seemed too dark, but then I put on the face and found it beautiful. It has a wonderful satin gloss, it does not shine, but it is also not matte - these two things meet in the middle, thanks to which the effect is natural, and additionally there are no spots on my cheeks. I've only recently put on those shiny ones and I still have some of them in my drawer, but now I put them aside and use only Miami Beach. It does not matter if I make all the makeup with mineral or liquid cosmetics, because it works great with everything. The effect is long-lasting, and the slightly wet consistency, without any particles, makes its application easier. As for me, this product is also free of defects.
Podsumowując: kosmetyki mineralne Lily Lolo zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jestem pewna, że moje historia z nimi nie zakończy się. Zarówno bronzer, jak i korektor są teraz moimi najlepszymi przyjaciółmi, które są dodatkowo niezwykle wydajne i jestem pewna, że jeszcze będę je miała przy sobie przez kolejnych kilka miesięcy, więc nie muszę się martwić. Podkład zużywa się niezwykle szybko, na pewno więc niedługo zakupię jego kolejną partię. Krem CC zrobił na mnie najmniejsze wrażenie i raczej poszukam jego zamiennika, chociaż nie jest on wcale zły. Lily Lolo skradło moje serce, być może skradnie i wasze. Kosmetyki zakupić możecie na stronie Costasy, w ich sklepie stacjonarnym w Warszawie bądź z oficjalnego sklepu Lily Lolo, jeśli mieszkacie za granicami naszego pięknego kraju. 
A może mieliście okazję już testować te kosmetyki? Jakie są Wasze opinie?
_____________________________
To sum up: Lily Lolo mineral cosmetics made a huge impression on me. I'm sure my story will not end with them. Both bronzer and concealer are now my best friends, which are extraordinarily efficient and I am sure that I will still have them with me for the next few months, so I do not have to worry. The foundation is being used very quickly, so I will soon buy its next batch. The CC cream made the slightest impression on me and I would rather look for its replacement, although it is not so bad. Lily Lolo has stolen my heart, maybe it will steal yours. You can buy cosmetics on the Costasy website, in their stationary store in Warsaw or from the official Lily Lolo store, if you live in UK.
Or maybe you had the opportunity to test these cosmetics already? What are your opinions?

August 07, 2018

21 things to do, when I'm 21 PL|EN

21 things to do, when I'm 21 PL|EN
*Scroll down to read in English*

Piątego sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku w Koninie na świecie pojawiła się mała, pulchna istotka, która miała być początkowo Mateuszem, później Tatianą, a na sam koniec została Patrycją. Z małej, grzecznej dziewczynki, która uwielbiała pokemony, lalki barbie i książki, wyrosłam na rudą, pewną siebie kobietę, która nadal nie wie, co chce robić ze swoim życiem. A przecież dwa dni temu świętowałam swoje dwudzieste pierwsze urodziny! Gdy moja mama była w tym wieku, ja byłam już trzylatką! Moje życie różni się niezmiernie od życia, jakie wiedli moi rodzice, ale niezmiernie cieszę się, że tak bardzo mnie wspierają i kochają bez względu na to, kim jestem. W tym momencie zastanawiam się, jaka będzie moja młodsza siostra za dziesięć lat? 
Planu na swoje życie jeszcze nie mam, ale stwierdziłam, że warto mieć jakieś cele, nawet małe i błahe, do których się dąży, więc stworzyłam swoją listę rzeczy, które chcę zrobić w tym roku. Przedstawię Wam dwadzieścia jeden punktów, resztę zbyt osobistych rzeczy, zostawię dla siebie. 
1. Odwiedzić nowy kraj - wszyscy wiemy, że uwielbiam podróżować! 
2. Zrobić kolejny tatuaż - ponoć są one uzależniające, chyba muszę się z tym zgodzić!
3. Polubić warzywa - lubię jedynie ogórki i rzodkiewkę, wiecie jak uboga jest moja dieta? Miałam już kilka podejść do tego, być może tym razem się uda. 
4. Opublikować jeden ze swoich wierszy - w przyszłości chcę wydać swój własny tomik poezji, nadal jednak piszę jedynie do szuflady. 
5.Wznowić naukę języka włoskiego - moim zdaniem, najpiękniejszy język świata. Podstawy nadal pamiętam, lenistwo jednak bierze nade mną górę. 
6. Zrobić kurs fotografii - zawsze lubiłam fotografię, odkąd jednak miałam z niej zajęcia na studiach, totalnie przepadłam. 
7. Nauczyć się oszczędzać - moje konto po wypłacie zostaje wyczyszczone w ciągu kilku dni, nadal nie wiem, jak sobie z tym radzić.  
8. Nauczyć się systematyczności - kocham swojego bloga, uwielbiam pisać, ale czasami znikam na kilka dni, kolejna rzecz, z którą nie wiem, jak sobie poradzić! 
9. Przestać obgryzać paznokcie - robię to od dziecka, nienawidzę tego! 
10. Odwiedzić Zakopane - nigdy nie miałam okazji zobaczyć tego miejsca, a słyszałam, że jest piękne!
11. Powtórzyć snowboarding - na zimowych wakacjach w tym roku naprawdę polubiłam ten sport!
12. Spróbować pole dance - marzę o tym od kilku lat!
13. Zacząć ćwiczyć jogę - kiedyś byłam o wiele bardziej wysportowana i giętka, a joga dodatkowo pomaga się uspokoić i podobno dodaje motywacji oraz inspiracji.
14. Zobaczyć sztukę baletową na żywo - balet jest piękny, ot co.
15. Przeczytać wszystkie części Harry'ego Pottera - przeczytałam trzy części, a przygody tego czarodzieja kocham, więc czas w końcu do niego wrócić!
16. Nauczyć się lokować włosy - zawsze byłam fanką prostych włosów, aż do teraz!
17. Dotknąć żaby - mój największy strach, mam totalną fobię!
18. Odwiedzić muzeum więzienia Pawiak - interesuję się coraz bardziej historią II wojny światowej, czytam książki, artykuły, oglądam filmy, widziałam Auschwitz, Muzeum Powstania Warszawskiego, czas na Pawiak.
19. Zacząć pisać książkę - kto by nie chciał wydać własnej książki? Pisałam od dziecka, lenistwo mnie pochłonęło i przestałam..
20. Ograniczyć cukier - życzcie mi z tym powodzenia! :D
21. Nauczyć się gotować - za to zabiorę się, gdy polubię warzywa, bo gotowanie samego kurczaka z makaronem na okrągło to niewielki wyczyn.
I co najważniejsze - zrozumieć w końcu, czego chcę od życia! Trzymajcie za mnie kciuki. 
Czy ktoś z Was planuje zrobić jakąś z tych rzeczy u góry? Macie swoje własne listy 'do zrobienia'? 
__________________________
On the fifth of August, nineteen ninety-seven, in Konin, a small, plump creature appeared in the world, who at the beginning were suppose to be Mateusz, then Tatiana, and finally she is Patrycja. From a small, polite girl who loved pokemon, barbie dolls and books, I grew up for a redheaded, confident woman who still does not know what she wants to do with her life. And two days ago I celebrated my twenty-first birthday! When my mother was in this age, I was already three years old! My life is very different from my parents' life, but I am extremely happy that they support me and love me no matter who I am. At this moment, I wonder what my younger sister will be in ten years?
I do not have a plan for my life, but I found it worthwhile to have some goals, even small and trivial ones, which I'm looking for, so I created my list of things that I want to do this year. I'll show you twenty-one points, the rest of personal stuff, I'll leave for myself.
1. Visit a new country - we all know how much I love to travel!
2. Make another tattoo - they are supposedly addictive, I think I have to agree with it!
3. To get to like vegetables- I like only cucumbers and radishes, you know how poor my diet is? I've had a few approaches, maybe this time it will work.
4. Publish one of my poems - in the future I want to publish my own book of poems, but I still write only for myself
5. Start learning Italian again - in my opinion, the most beautiful language in the world. I still remember the basics, but laziness takes over me.
6. Take a photography course - I've always liked photography, but since I've had university classes in it, I totally got into it.
7. Learn to save money - my account after payday is cleared within a few days, I still do not know how to deal with it.
8. Learn to be systematic - I love my blog, I love to write, but sometimes I disappear for a few days, another thing I do not know how to deal with!
9. Stop biting my nails - I have been doing it since my childhood, I hate it!
10. Visit Zakopane - I have never had the opportunity to see this place, and I heard that it is beautiful!
11. Repeat snowboarding - on this winter holiday, I really liked this sport!
12. Try pole dance - I've been dreaming about it for several years!
13. Start yoga - I used to be much more athletic and flexible, and yoga also helps to calm down and apparently adds motivation and inspiration.
14. See ballet show live - ballet is beautiful, that's it.
15. Read all Harry Potter books - I read three parts, and I love this wizards' advetures, so it's time to return to it!
16. Learn to curly my hair - I've always been a fan of straight hair until now!
17. Touch a frog - my biggest fear, I have a total phobia!
18. Visit the Pawiak prison museum - I'm interested more and more in the history of World War II, I read books, articles, watch movies, I saw Auschwitz, Warsaw Uprising Museum, time for Pawiak.
19. Start writing a book - who would not want to publish your own book? I wrote since childhood, laziness has swallowed me and I stopped...
20. Limit sugar - wish me luck with it! : D
21. Learn to cook - I will start it when I like vegetables, because cooking the chicken and noodles over and over again is nothing really.
And most importantly - to finally understand what I want from life! Keep your fingers crossed for me.
Does anyone of you plan to do any of these things at the top? Do you have your own to-do list?
Dress - Urban Outfitters, Shoes - New Look

July 20, 2018

5 things I'm tired of in England PL|EN

5 things I'm tired of in England PL|EN
*Scroll down to read in English*

Mój ostatni wpis dotyczący życia w Anglii wywołał nieco zamieszania i znalazły się osoby, które się ze mną nie zgodziły. Doskonale to rozumiem, bo uważam, że każdy z nas na wszystko patrzy inaczej, odczuwa wszystko inaczej i to, co dla mnie jest zaletą - dla niektórych okazało się być wadą. Nie zapominajmy więc o tym, że każdy z nas ma inne postrzeżenie na świat i uwierzcie mi, że pisząc każdy post na swoim blogu, poznajecie moją subiektywną opinię, a ja pod żadnym pozorem nie próbuję przekonać Was do zmiany Waszego światopoglądu, dlatego równocześnie sama proszę o to samo. Ostatnim razem skupiłam się głównie na tym, co lubię, co mi się podoba (przeczytaj post TUTAJ), a dzisiaj - mam nadzieję, że ku Waszej uciesze, bo to Wy wybraliście temat posta w sondzie na instagramie - opowiem o tym, co mnie denerwuje, irytuje czy po prostu dołuje. Być może tym razem, któreś ze zjawisk dla Was okaże się być zaletą? Dajcie znać w komentarzach, bo uwielbiam z Wami dyskutować! Nie przeciągając, przejdę do punktu pierwszego, czyli:

PAPIEROSY

Jestem osobą, która na co dzień nie pali. Obracam się w towarzystwie palaczy, owszem, jednak wychodząc na imprezę spodziewam się tego, że będę stała w gronie ludzi, którzy wezmą bucha czy dwa. Nienawidzę jednak, gdy idę ulicą i co kilka minut w moją twarz uderza dym! W Polsce w wielu miejscach jest zakaz palenia papierosów, a idąc główną ulicą nie widzę, by co druga osoba paliła, trując przy tym wszystkich dookoła. Tutaj niestety jest to zupełnie normalne i, co więcej, ludzie palą nie tylko wyroby tytoniowe, ale również marihuanę, która chociaż jest nielegalna, to prawo nie jest aż tak bardzo restrykcyjne. Mieszkam w miasteczku raczej studenckim i nie ma opcji, bym wychodząc z domu, nie poczuła zapachu zioła. To jednak nie przeszkadza mi aż tak bardzo, irytuję się, gdy idę do pracy, a dwa metry przede mną mężczyzna pali sobie jak gdyby nigdy nic i przechodząc przez ulicę, wiatr cały dym znosi na mnie. Idę zatłoczoną alejką, a obok mnie roi się od grupek ludzi, którzy palą papierosy, wydmuchując dym w każdą stronę świata i wtedy nawet uciec od niego nie można. Jest to coś, co zauważyłam nie tylko ja, ale również moi rodzice, gdy rok temu odwiedzili mnie tutaj. 

CENY OWOCÓW I WARZYW

Ogólnie uważam, że Anglia nie jest drogim krajem dla osoby, która tutaj żyje zupełnie sama. Pracując tutaj, opłacając rachunki i odkładając pieniądze na jedzenie, nadal pozwolić sobie mogę na wyjście do restauracji raz w tygodniu czy na imprezę ze znajomymi, a dodatkowo mogę kupić sobie nowy ciuch. Gdy jednak idę do supermarketu i myślę o tym, jak bardzo mam ochotę na arbuza, czereśnie, truskawki, winogrona czy jabłka, chcę czasami zacząć płakać. Warzyw zazwyczaj nie jem, więc zakup ogórka czy rzodkiewki, bo to jedyne, co lubię, nie robi na mnie aż takiego wrażenia, jednak 300 gram czereśni za 4£ już mnie boli, bo za tę cenę miałabym trzy mleka i dwa bochenki chleba. I tutaj przechodzimy dalej:

CHLEB!

Rozumiem już, dlaczego mówimy, że polski chleb jest najsmaczniejszy. Być może dlatego, iż w Anglii spotykamy się głównie z chlebem tostowym, którego osobiście, ja mam już dość. Chleb tostowy jest wszędzie i co więcej, gdy mówię głośno, że chciałabym w końcu zjeść chleb inny niż tostowy, słyszę pytanie: jaki to jest inny chleb? O czym ty mówisz? I wtedy mam ochotę uderzyć się dłonią w czoło, robiąc tzw. facepalm. Oni uwielbiają chleb tostowy i niektórzy naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, że istnieje wypiekany, a inni - po prostu go nie lubią. Nie jest on tak popularny, więc nie ma go też dużo, idąc około dwunastej do Tesco, jedyne co zastaję na półkach jest - zgadnijcie - chleb tostowy! Dobrze, że przynajmniej można wybrać pomiędzy białym, a wieloziarnistym. 

PAJĄKI

Pamiętam, ze mieszkając w Polsce, bałam się tych małych patyczaków. Teraz nie wiem, jak to możliwe, bać się takiego małego, ledwo widocznego organizmu. Wyobraźcie sobie zobaczyć pająka wielkości waszej dłoni. Przesadzam? Niektórzy tak twierdzą, ale zdjęć wam nie pokażę, bo gdy je widzę, to uciekam. Kątniki olbrzymie, czasami nazywane 'fałszywymi czarnymi wdowami' - to chyba mówi samo za siebie - mogą osiągać do 18 milimetrów wielkości i wiem, że jest to niewiele, jednak jest to wielkość tylko ich korpusu, wraz z odnóżami natomiast mogą mogą mieć nawet ponad 15 centymetrów. I gdyby one chociaż siedziały w miejscu, żeby można było je złapać w plastikowe pudełko czy po prostu pozbyć się ich odkurzaczem, to nie, nazwałabym je wręcz zawodowymi biegaczami, bo są niezwykle szybkie i w ciągu kilku sekund jesteś w stanie stracić go z oczu. Są niejadowite, to plus, ale w przypadku tak bojaźliwej osoby, jaką jestem ja, zobaczyć takiego potwora na ścianie czy w pościeli, to nadal jest wielki problem. 

POGODA

Domyślam się, że to nie jest dla Was żadne zaskoczenie. Pomimo tego, że lato w tym roku jest naprawdę ciepłe, a ja uważam, że ciągły angielski deszcz jest mitem, to nadal utwierdzam się w przekonaniu, że pogoda może być tutaj niezwykle depresyjna. Często jest pochmurno i wieje, i tak naprawdę niektórzy uwielbiają ten klimat, moi współlokatorzy, którzy są Anglikami, nienawidzą tego lata, które mamy teraz i powinno to być totalnie zrozumiałe, ale ja załamuję ręce, gdy słyszę, że proszą o spadek temperatury i deszcz. W przyszłości zdecydowanie zamieszkam w ciepłych krajach, bo nie ma dla mnie nic lepszego niż ciepłe słoneczko, które daje mi ochoty do życia, a ta szarość za oknem sprawia, że mam ochotę jedynie zostać w łóżku i nie robić nic. Muszę jednak przyznać, że deszcz nie jest już dla mnie żadnym problemem, ba, po dwóch latach tutaj - nadal nie kupiłam parasolki i żyje mi się bez niej świetnie!
________________________
My last post about life in England caused a bit of confusion and there were people who disagreed with me. I understand it perfectly because I think that everyone looks at everything differently, feels everything differently and what is an advantage for me - for some it turned out to be a disadvantage. So let's not forget that each of us has a different perception of the world and believe me that by writing every post on my blog, you get to know my subjective opinion, and under no circumstances I try to convince you to change your worldview, so at the same time I am asking you about the same. The last time I focused mainly on what I like (read the post HERE), and today - I hope that to your delight, because you chose the topic of this post, by voting on my instagram - I will tell you about what annoys me, irritates or just makes me sad. Perhaps this time, any of the occurencefor will turn out to be an advantage for you? Let me know in the comments, because I love to discuss with you! Without dragging, I will go to the first point, which is:

CIGARETTES

I am a person who does not smoke. Obviously, some of my friends smoke, yes, but when I go to a party, I expect that I will be in the group of people who will take a blow or two. I hate it when I walk down the street and smoke strikes me in the face every few minutes! In Poland, in many places it is forbidden to smoke cigarettes, and when walking down the main street, I do not see that every second person smokes, poisoning everyone around. Here, unfortunately, this is completely normal and, moreover, people smoke not only tobacco products, but also marijuana, which is illegal although the law is not so restrictive. I live in a rather student town, and there is no way I will not smell weed when leaving home. This, however, does not bother me so much, I am irritated when I go to work, and two meters in front of me, the man smokes as if nothing and going through the street, the wind all the smoke endures on me. I'm going through a crowded street, and next to me, there are swarms of people who smoke cigarettes, blowing smoke in every direction of the world, and then you can not even run from it. This is something, not only I noticed, but also my parents, when they visited me here a year ago.

PRICES OF FRUITS AND VEGETABLES

In general, I think that England is not an expensive country for person, who lives here completely alone. Working here, paying my bills and planning food shopping, I still can go out to the restaurant once a week or for a party with friends, and in addition I can buy a new piece of clothing. However, when I go to the supermarket and think about how much I want a watermelon, cherries, strawberries, grapes or apples, I feel like crying. I usually do not eat vegetables, them, so buying a cucumber or radish, because it's the only thing I like, does not make such an impression on me, but 300 grams of cherries for 4£ already hurts me, because at this price I would have three milks and two loaves of bread. And here we go further:

BREAD!

I already understand why we say that Polish bread is the tastiest. Perhaps because in England we mostly eat toasted bread, which personally, I have had enough. Toasted bread is everywhere, and what's more, when I say loudly that I would like to finally eat bread other than toast, I hear the question: what is the other bread? What are you talking about? And then I want to hit my forehead with my hand, doing so called: 'facepalm'. They love toast bread and some people really do not realize that there is another, baked, and others - they just do not like it. It is not so popular, so it is not much, going about twelve o'clock to Tesco, the only thing I find on the shelves is - guess - toasted bread! Well, at least I can choose between white and multigrain.

SPIDERS

I remember that when I lived in Poland, I was afraid of these little stick insects. Now I do not know how it is possible to be afraid of such a small, barely visible organism. Imagine seeing a spider the size of your hand. I'm exaggerating? Some say so, but I will not show you photos because when I see them, I just run away. Giant enemies, sometimes called 'false black widows' - it probably speaks for itself - can reach up to 18mm in size and I know that it is not much, however, it is only the size of their body, but with the legs they can be even more than 15 centimeters. And if they were sitting in a place so that they could be caught in a plastic box or so you could just get rid of them with a vacuum cleaner, but no, I would call them professional runners because they are extremely fast and in a few seconds you can lose sight of it. They are non-poisonous, that's a plus, but in the case of such a fearful person as I am, see one of this monsters on the wall or in bed, it is still a big problem.

WEATHER

I guess it is not a surprise for you. Despite the fact that the summer this year is really warm, and I think that continuous English rain is a myth, I'm still convinced that the weather here can be extremely depressive. It is often cloudy and windy, and some people really love this atmosphere, my housemates, who are English, hate this summer, which we have now and it should be totally understandable, but I wring my hands when I hear that they are asking for a drop in temperature and rain. In the future, I will definitely live in warm countries, because there is nothing better for me than warm sunshine, which gives me will to live, and this grayness behind the window makes me want only to stay in bed and do nothing. But I must admit that the rain is no longer a problem for me, after all, I'm two years here and I still have not bought an umbrella and I'm alright without it!

July 05, 2018

Bray - Must See in Ireland PL|EN

Bray - Must See in Ireland PL|EN
*Scroll down to read in English*

Planując naszą wycieczkę do Dublina, stwierdziłam, że skoro już tam raz byłam, to fajnie byłoby zobaczyć coś jeszcze. Przeszukałam więc google i znalazłam kilka ciekawych propozycji. Ostatecznie postanowiłam wybrać się na kilkugodzinną wycieczkę do malowniczego, nadmorskiego miasta Bray i muszę przyznać, że lepiej wybrać chyba nie mogłam. 
Od razu po przyjeździe z lotniska, poszłyśmy na śniadanie, a następnie wsiadłyśmy do darta, który jest odpowiednikiem pociągu. Podróż zajęła nam około czterdziestu minut, a za bilet zapłaciłyśmy w przybliżeniu siedem euro w obie strony, więc niewiele. Początkowo nie widziałyśmy nic nadzwyczajnego za oknem, jednak w pewnej chwili zauważyłyśmy, że tory kolejowe są położone tuż przy morzu, a w oddali zobaczyć można klify. Już wtedy wyglądało to niesamowicie. 
Gdy wysiadłyśmy z pociągu, spojrzałyśmy na mapę i już chwilę później byłyśmy w drodze. Początkowo bałyśmy się, że będzie to zbyt daleko, okazało się jednak, że to tylko piętnaście minut spaceru nim doszłyśmy do klifów. Widoki były niezwykłe, a po drodze czasami miałam wrażenie, że jestem w Miami! Bogata dzielnica, palmy, słońce, coś cudownego. 
Klify zachwyciły mnie nie po raz pierwszy. Na południu Anglii znajdują się klify siedmiu sióstr, które również niezmiernie uwielbiam. Zobaczyć je możecie w TYM poście. Byłam więc niezwykle podekscytowana na myśl o tym, że znów zobaczę takie ładne miejsce. Cały spacer po klifach zająć powinien kilka godzin, ścieżka ma bowiem ponad siedem kilometrów. My nie chciałyśmy jednak tracić czasu, więc ograniczyłyśmy nasz czas tam do jednej godziny. Trochę żałuję, że nie poszłyśmy dalej, ale wiem, że jeszcze tam wrócę i to nadrobię! 
Skusiłyśmy się również na wejście na górę (Bray Head). Gdy pierwszy raz ją zobaczyłam i widziałam poruszających się obok krzyża ludzi, byłam pewna, że ja sama nie dam rady wejść. Namówiłam jednak moją towarzyszkę i po około trzydziestu minutach byłyśmy już na górze. Dopiero wchodząc tam, zorientowałam się, jak słabą mam kondycję! To było zaledwie 241 metrów w górę! Stamtąd zobaczyć mogłyśmy miasto, miałyśmy piękny widok na Morze Irlandzkie oraz plażę.  To zdecydowanie było warte tego zmęczenia i jednocześnie dało nam wiele energii! 
Jeżeli planujecie wycieczkę do Irlandii, do Dublina, koniecznie przeznaczcie co najmniej pół dnia na zwiedzenie tego miejsca, szczególnie jeśli będziecie mieli to szczęście odwiedzić je w piękny, słoneczny dzień. Nie pożałujecie!
_________________________
When I was planning our trip to Dublin, I realized that since I was there once, it would be nice to see something else. So I searched google and found some interesting suggestions. Eventually, I decided to take a few-hour trip to the picturesque, coastal city of Bray and I must admit that I could not choose better.
Immediately after arriving from the airport, we went for a breakfast, and then we got into the dart, which basically is the Irish train. The journey took us about fourty minutes, and we paid approximately seven euros for the ticket, so not a lot. Initially, we did not see anything unusual outside the window, but at one point we noticed that the railway tracks are located near the sea, and not far away you can see the cliffs. Even then, it looked amazing.
When we got off the train, we looked at the map and we were on our way a moment later. At first we were afraid that it would be too far, but it turned out that it was only fifteen minutes to walk before we got to the cliffs. The views were amazing, and on the way I sometimes had the feeling that I was in Miami! A rich neighborhood, palm trees, sun, something wonderful.
It wasn't the first time, when cliffs impress me. In the south of England there are Seven Sisters Cliffs, which I also love immensely. You can see them in THIS post. So I was extremely excited at the thought of seeing such a nice place again. The whole walk on the cliffs should take several hours, the path is more than seven kilometers. We did not want to waste too much time, so we limited our time to one hour. I am a little sorry that we have not gone any further, but I know I will go back there and I will catch up!
We were also tempted to go up (Bray Head). When I first saw her and saw the people moving by the cross, I was sure that I would not be able to get there on my own. However, I persuaded my companion and after about thirty minutes we were on the top. Only when I got there I realized how weak my condition is! It was only 791ft up! From there, we could see the city, we had a beautiful view of the Irish Sea and the beach. It was definitely worth the fatigue and at the same time it gave us a lot of energy!
If you are planning a trip to Ireland, to Dublin, be sure to spend at least half a day to visit this place, especially if you are lucky enough to visit them on a beautiful sunny day. You will not regret it!


June 27, 2018

The Colorful Streets of Dublin PL|EN

The Colorful Streets of Dublin PL|EN
*Scroll down to read in English*

Wczorajszej nocy wróciłam z Irlandii, do której wraz z koleżanką wybrałyśmy się na zaledwie dwa dni. Dublin pierwszy raz odwiedziłam w grudniu poprzedniego roku i totalnie się w nim zakochałam, dlatego gdy tylko dostałam propozycję tej dwudniowej wycieczki, bez namysłu zgodziłam się. Tym razem pogoda dopisała nam o wiele bardziej, było niezwykle słonecznie i gorąco, dzięki czemu udało nam się zwiedzić o wiele więcej miasta oraz kawałek wybrzeża morza irlandzkiego. Z wyjazdu przywiozłam kilkaset zdjęć i już wiem, że pojawią się co najmniej trzy posty jego dotyczące. Kto się cieszy? 
Ostatnim razem odwiedziłam Trinity College Dublin, galerię narodową oraz muzeum historii naturalnej, no i oczywiście Temple Bar. Tym razem dzięki cudownej pogodzie, mogłam przejść się ulicami Dublina, nie biegając co chwilę na kawę czy do sklepu, by się ogrzać. Spacerowałyśmy kilka godzin po południowej części miasta, która zupełnie mnie oczarowała. O ile po drugiej stronie rzeki znaleźć możemy główną ulicę, jedno z centrów handlowych, Iglicę Dublina, wiele nowoczesnych budynków, tak ta część jest takim starym miastem. Niesamowite jest dla mnie to, jak tętni ona życiem. Temple Bar jest oczywiście obowiązkowym punktem w wycieczce do stolicy Irlandii, jednakże my poszłyśmy kawałek dalej i znalazłyśmy te wszystkie małe i duże kolorowe uliczki z muralami i obrazami na ścianach. Dublin uważam jednym z najbardziej kolorowych miejsc, w jakich dotychczas byłam i to nie ze względu na różnorodność kulturową czy kolorowe flagi, które powywieszane były wszędzie ze względu na zbliżającą się paradę równości. Od razu zauważyć można, iż mieszkańcy bardzo dbają o bogactwo kulturowe. Z resztą, zobaczcie sami, co tak bardzo mnie zachwyciło! 
_________________
Last night I came back from Ireland, to which together with a friend we went for just two days. I visited Dublin for the first time in December last year and I fell in love with it, so as soon as I got the offer of this two-day trip, I agreed without a second thought. This time the weather was much better, it was very sunny and hot, thanks to which we were able to visit a lot more of the city and a piece of the Irish sea coast. I have brought several hundred photos from the trip and I already know that there will be at least three posts about this citybreak. Who is happy?
Last time I visited Trinity College Dublin, a national gallery and a museum of natural history, and of course Temple Bar. This time, thanks to the wonderful weather, I could walk down the streets of Dublin, not running every half an hous for coffee or a shop to warm up. We walked a few hours around the southern part of the city, which charmed me completely. While on the other side of the river we can find the main street, one of the shopping centers, the Dublin Spire, many modern buildings, so this part is kind of an old city. It is amazing for me how vibrant the life is going on there. Temple Bar is of course an obligatory point on a trip to the capital of Ireland, but we went a bit further and found all these small and large colorful streets with murals and paintings on the walls. Dublin I consider one of the most colorful places I have ever been to, and it's not because of cultural diversity or colorful flags, which were hung everywhere due to the approaching LGBTQ Pride. You can immediately notice that the inhabitants care a lot about cultural wealth. Actually just see yourself what fascinated me so much!